"Oto lekcja, której powinieneś się nauczyć, Sonny - powiedział Vito. - Nie pisz, jeśli możesz coś powiedzieć, nie mów, jeśli możesz kiwnąć głową, nie kiwaj głową, jeśli nie musisz." ~ Mario Puzo
Chapter 2
Biegłam tak jakiś już jeden kilometr, wreszcie wdrapałam się na pobliskie drzewo jak tylko umiałam, na szczęście chłopak mnie nie zauważył, ale zadzwonił po jakiegoś typa mówiąc że to jest ważna sprawa żeby tu przyszedł, na końcu zdania usłyszałam jego imię i nazwisko Antonio Giacalone. Niestety moje życie jest pełne tajemnic, niebezpiecznych tajemnic. Cała historia zaczęła się w 2000r. kiedy miałam 5 lat, w Saint Louis w Hiszpanii Ja i moi rodzice musieliśmy uciekać z Francji ponieważ ścigał nas gang przestępczy, byliśmy niewidzialni, aż to pewnego momentu, pewnego dnia Francesco Pasqua, szef tak zwany Don przybył do naszej posiadłości i na moich oczach zastrzelił moich rodziców, uciekłam stamtąd, inaczej też bym już nie żyła. Ale w pewnym czasie wróciłam do Paryża aby dokończyć to co planowałam, chciałam Go zniszczyć, żeby cierpiał tak samo jak moi rodzice, najpierw chciałam zastrzelić wszystkich z Jego Gangu a na końcu Jego samego. A więc Antonio był mi bardzo dobrze znany, był z Jego mafii, pracował dla tego szmaciarza, a kiedyś byliśmy sobie równi. Po krótkiej chwili siedzenia na gałęzi drzewa spojrzałam w dół, zobaczyłam że umówiony przyszedł na miejsce. Chwilę odczekałam a potem odezwałam się z góry.
-Jeszcze masz czelność tu przychodzić Anton?
-Słucham?- Widocznie nie dowierzał że ktoś siedzi na gałęzi pobliskiego drzewa
-To co słyszałeś, pamiętasz to miejsce? Razem przecież się tu bawiliśmy- Powiedziałam ironicznie
-Suzanne to ty? Wybacz nie poznałem cię.-Odpowiedział
-Wybacz nie mam ochoty z Tobą rozmawiać, chociaż widać mam powód aby tu siedzieć.-Zeszłam z gałęzi i podeszłam do Niego
-Niestety będziemy się musieli równie szybko pożegnać, tak jak się przywitaliśmy.-Zaśmiałam się ironicznie
-Przepraszam nie rozumiem Cię zbytnio.-Odpowiedział wpatrując się we mnie
-Wiesz dobrze po co tu jestem, wiem że Francesco żyje. Chce tylko wiedzieć gdzie się znajduje.-Powoli wyciągałam z tylnej kieszeni broń
-Niestety nie mogę zdradzić swoich przyjaciół.- Zaczął się wycofywać
-No proszę, ja chcę się tylko zabawić.- Zaśmiałam się i przyłożyłam broń do Jego skroni
-Dobra powiem, ale obiecaj że nie będziesz strzelać i nie pozbawisz mnie życia.- W Jego głosie usłyszałam strach. Tak bardzo to lubiłam.
-Powiedz a oszczędzę jeszcze twoją nędzna duszę.- Zaczekałam chwilę
-Jest na Copacabanie.- Powiedział to i zaczął iść w przeciwną stronę
-Zaczekaj chwileczkę, jeszcze nie skończyłam tej zabawy.- Zaśmiałam się po czym stanowczo nacisnęłam w spust
-Hej! Miałaś mnie nie zabijać, mieliśmy umowę!-Krzyknął gwałtownie
-Umowa niekiedy nie musi być dotrzymana, żegnaj Antonio, byłeś dobrym przyjacielem.- Wypowiedziałam te słowa po czym strzeliłam. Wydał z siebie tylko jakiś cichy dźwięk po czym zsunął się na trawę. Wzięłam Jego komórkę i przeszukiwałam kontakty ostatnie połączenie było od jakiegoś Zayna, musiałam do sprawdzić ale najpierw uciekłam z miejsca zabójstwa. Niebawem zginie drugi. Musiałam wyruszyć do tej Copacabany aby spotkać się z moim wujkiem i omówić szczegóły planu.

4 komentarze:
WIĘCEJ , WIĘCEJ , WIĘCEJ XD
I DŁUUUUŻSZE ROZDZIAŁY NOO (;
S Dłuższe rozdziały BŁAGAAM ! Szybko NEXT SUPER BLOG PISZ GO DALEJ !!
Super Blog !! Czekam na następny rozdział !!!! Polecę go koleżankom <3 I love ! <3
Zaczyna sie fajnie
Prześlij komentarz