wtorek, 11 listopada 2014

Zielone wzgórze

"Teraz jesteś dla mnie tylko małym chłopcem, podobnym do stu tysięcy małych chłopców. Nie potrzebuję ciebie. I ty także mnie nie potrzebujesz. Jestem dla ciebie tylko lisem, podobnym do stu tysięcy innych lisów. Lecz jeżeli mnie oswoisz, będziemy się nawzajem potrzebować. Będziesz dla mnie jedyny na świecie. I ja będę dla ciebie jedyny na świecie"~ Mały Książe 

Chapter 1

Czyżby to strugi deszczu spływały po oknie? Czy może jednak krew, ta brudna krew, czerwonoczarna, wstrętna. Obrzydlistwo. Kiedyś nie wiedziałam jak to jest, jak to smakuje, jak wygląda, jak to jest poczuć jej zapach. Nie wiedziałam. Nie czułam także bólu, cierpienia. Aż do pewnego dnia. Aż do dnia przemiany. To znamię na moim nadgarstku nie pozwala mi zapomnieć, o uczuciach, o miłości, o marzeniach. Wszystko zaczęło się pewnego dnia, pięknego dnia, słońce świeciło tak jak nigdy, było bardzo jasno. Wyszłam pobiegać jak zwykle w taki dzień. Złapałam pewnego oddechu i ruszyłam, do lasu. Przedzierałam się przez konary drzew, było tak pięknie, kochałam to. Dobiegłam do mojego ulubionego wzgórza, zawsze tam przychodziłam wtedy kiedy chciałam być szczególnie sama, wtedy kiedy było bardzo źle, i bardzo dobrze, to było moje miejsce na ziemi, tam czułam że naprawdę żyję. Usiadłam na skraju i przyglądałam się niebu, autostradzie która znajdowała się tuż za wzgórzem, rozmyślałam nad sensem życia. Aż w końcu zauważyłam że od strony autostrady ktoś zmierza w moją stronę. Ukryłam się za drzewem. Byłam zaskoczona ponieważ nikt tu nie przychodził. Nigdy. To miejsce odkryłam ja sama bardzo dawno temu. Postać, usiadła jakby nigdy nic, zaczęła śpiewać, po głosie poznałam że był to chłopak, o niskim głosie, śpiewał co prawda po angielsku, a to się nie zdarza ponieważ mieszkałam we Francji, wszyscy mówili po francusku, oczywiście są tu turyści, ale nie zdarzało mi się kogoś spotkać, kto mówił by czystym językiem angielskim. Zza drzewa spojrzałam tylko na chwilę na osobę, nie ujawniając się. Był to chłopak o bardzo jasnej karnacji wręcz bladej, ciemnych włosach, długich za ucho, o brązowych oczach. Chciałam się wycofać ale zdradził mnie ptak który usiadł sobie na gałęzi tego drzewa i po chwili odfrunął, z tego co zauważyłam był to czarny kruk. Chłopak zaczął się podnosić i iść w moją stronę. Zaczęłam uciekać, a On biegł za mną, nie wiedziałam co zrobić.

Brak komentarzy: